Sześć światów Hain - Ursula K. Le Guin

2024-04-12 - Czas czytania: 13 minut

Skoro Wydziedziczeni, to może też inne światy? Tak! Jak najbardziej tak! I w zasadzie na tym poprzestanę, bo trzeba by się rozpisać, tymczasem każdy świat dotyka czegoś ważnego, czego nie da się zawrzeć ani w jednej myśli, ani w jakimkolwiek streszczeniu. Często to, co istotne kryje się między wierszami i dochodzi do głosu dopiero na koniec lektury. Jak tu opisać tę całą subtelność obserwacji i konsekwencji specyfiki danego Świata? Trzeba po prostu to przeczytać. Lektura zmienia człowieka...  


Miasto złudzeń:

Ty­siąc lat temu Po­eta Rze­ki po­wie­dział: "W praw­dzie tkwi mę­stwo..." - Zove za­de­kla­mo­wał te sło­wa, a potem ro­ze­śmiał się. - Fał­szy­wy jak wszy­scy po­eci. Cóż, za­po­zna­li­śmy cię ze wszyst­ki­mi praw­da­mi i fak­ta­mi, ja­kie zna­my, Falk. Lecz być może nie ze wszyst­ki­mi przy­pusz­cze­nia­mi i le­gen­da­mi, tym co po­prze­dza fakty... [...] Ukry­wa­my się przed Shin­ga. A to zna­czy, że ukry­wa­my się przed sa­my­mi sobą... ta­ki­mi, ja­ki­mi nie­gdyś by­li­śmy. Czy to ro­zu­miesz, Falk? Żyje się nam w Do­mach wy­god­nie, cał­kiem do­stat­nio. Lecz przez całe ży­cie wła­da nami strach. Był czas, kie­dy że­glo­wa­li­śmy na stat­kach po­mię­dzy gwiaz­da­mi, a te­raz nie śmie­my od­da­lić się na sto mil od domu. Po­sia­da­my tę odro­bi­nę wie­dzy, lecz nie spo­żyt­ko­wu­je­my jej do ni­cze­go. Jed­nak on giś uży­wa­li­śmy tej wie­dzy tka­jąc wśród nocy i cha­osu go­be­lin ży­cia. Roz­szerza­li­śmy gra­ni­ce ży­cia. Speł­niali­śmy dzie­ło god­ne ludz­ko­ści.

[...]

Uf­ność i na­dzie­ja spro­wa­dza­ją się do tego sa­me­go: sta­no­wią nie­zbęd­ne po­wią­za­nie umy­słu z in­ny­mi umy­sła­mi, ze świa­tem i cza­sem. Bez za­ufa­nia może ist­nieć czło­wiek, ale nie ludz­kie ży­cie: bez na­dziei człowiek umie­ra. Tam, gdzie nie ma tego związ­ku, gdzie dło­nie nie spla­ta­ją się, tam uczu­cia za­ni­ka­ją w pu­st­ce, a in­te­li­gen­cja sta­je się bez­płod­na i sza­lo­na. Wów­czas po­mię­dzy ludź­mi je­dy­ną wię­zią po­zo­sta­je ta, któ­ra łączy wła­ści­cie­la z nie­wol­ni­kiem lub mor­der­cę z ofia­rą.


Lewa ręka ciemności:

o przepowiadaniu przyszłości:

- My przy­by­wa­my do sta­nic głów­nie po to, żeby na­uczyć się, ja­kich py­tań nie za­da­wać. 
- Ale prze­cież je­ste­ście tymi, któ­rzy od­po­wia­da­ją! 
- Czy nie ro­zu­miesz jesz­cze, Gen­ry, w ja­kim celu roz­wi­nę­li­śmy sztu­kę prze­po­wied­ni? 
- Nie... 
- Żeby wy­ka­zać cał­ko­wi­tą bez­u­ży­tecz­ność od­po­wie­dzi na nie­wła­ści­we py­ta­nia. [...] To co nie­zna­ne - po­wie­dział Faxe ła­god­nym to­nem tam w le­sie - nie­prze­wi­dzia­ne, nie udo­wod­nio­ne jest isto­tą ży­cia. Nie­wie­dza ro­dzi myśl. Brak do­wo­du ro­dzi dzia­ła­nie. Gdy­by udo­wod­nio­no, że Boga nie ma, nie by­ło­by re­li­gii. Ani hand­da­ry, ani jo­me­szu, ani bo­gów ogni­ska, nic. Ale gdy­by udo­wod­nio­no, że Bóg jest, re­li­gii nie by­ło­by rów­nież... Po­wiedz mi, Gen­ry, co my wie­my? Co jest pew­ne, ła­twe do prze­wi­dze­nia, nieunik­nio­ne, co jest je­dy­ną rze­czą, co do któ­rej masz pew­ność, że nas cze­ka? 
- Śmierć. 
- Tak. Na­praw­dę jest tyl­ko jed­no py­ta­nie, Gen­ry, na któ­re mo­że­my otrzy­mać od­po­wiedź i tę od­po­wiedź już zna­my... Je­dy­ną rze­czą, któ­ra umoż­li­wia ży­cie, jest cią­gła i nie­zno­śna nie­pew­ność, nie­wie­dza, co zdarzy się da­lej. 

o braku płci na planecie Gethen zwanej też Zima:

Przy spo­tka­niu z Ge­theń­czy­kiem nie na­le­ży i nie wol­no ro­bić tego, co roz­dziel­no­pł­cio­wiec ma we krwi, to zna­czy osa­dzać go w roli męż­czy­znylub ko­bie­ty i usta­wiać się w sto­sun­ku do nie­go pod wpły­wem wła­snych ocze­ki­wań co do przy­ję­tych lub moż­li­wych za­cho­wań mię­dzy osob­ni­ka­mi tej sa­mej lub prze­ciw­nej płci. Wszyst­kie na­sze wzor­ce spo­łecz­no sek­su­al­nych za­cho­wań są tu nie­przy­dat­ne. Oni nie zna­ją tej gry. Oni nie pa­trzą na sie­bie jak na męż­czy­znę lub ko­bie­tę, co pra­wie prze­kra­cza moż­li­wo­ści na­szej wy­obraź­ni. Ja­kie jest pierw­sze py­ta­nie, któ­re za­da­je­my na te­mat no­wo­rod­ka? 

Jed­no­cze­śnie nie wol­no my­śleć o Ge­theń­czy­ku “ono”. Oni nie są eu­nu­cha­mi. Są po­ten­cjal­ni, ca­ło­ścio­wi. Nie mają kar­hi­dyj­skie­go “ludz­kie­go” za­im­ka na ozna­cze­nie oso­by w so­me­rze, uży­wam za­im­ka “on” z tych samych po­wo­dów, z któ­rych uży­wa­my mę­skie­go za­im­ka, kie­dy mó­wi­my o trans­cen­den­tal­nym bogu - jest mniej okre­ślo­ny, mniej spe­cy­ficz­ny niż żeń­ski lub ni­ja­ki. Ale przez samo uży­wa­nie tego za­im­ka w my­ślach stale za­po­mi­nam, że Kar­hi­dyj­czyk, z któ­rym roz­ma­wiam, nie jest męż­czy­zną, lecz męż­czy­zno-ko­bie­tą.

Pierw­szy mo­bil, je­że­li zo­sta­nie tu przy­sła­ny, musi być ostrze­żo­ny, że je­że­li nie jest bar­dzo pew­ny sie­bie albo bar­dzo sta­ry, jego duma bę­dzie na­ra­żo­na na szwank. Męż­czy­zna pra­gnie sza­cun­ku dla swo­jej męskości, ko­bie­ta pra­gnie, by jej ko­bie­cość była do­ce­nio­na, nie­za­leż­nie od tego, jak po­śred­nie lub sub­tel­ne by­łyby te ozna­ki sza­cun­ku i do­ce­nia­nia. Na Zi­mie tego nie bę­dzie. Tu jest się oce­nia­nym i sza­no­wa­nym wy­łącznie jako isto­ta ludz­ka. Jest to za­ska­ku­ją­ce prze­ży­cie.

o trudności komunikacji w kontekście braku płci:

- Niech mi pan po­wie, czym róż­ni się ta dru­ga płeć pań­skiej rasy od pana? 
Spoj­rzał za­sko­czo­ny i mu­szę po­wie­dzieć, że moje py­ta­nie za­sko­czy­ło mnie sa­me­go, kem­mer wy­do­by­wa ta­kie rze­czy z czło­wie­ka. Obaj by­li­śmy za­że­no­wa­ni. 
- To mi nie przy­szło do gło­wy - po­wie­dział. - Prze­cież pan ni­g­dy nie wi­dział ko­bie­ty. - Użył sło­wa ze swoje­go ziem­skie­go ję­zy­ka, któ­re zna­łem. 
- Wi­dzia­łem je na pań­skich zdję­ciach. Wy­glą­da­ły jak Ge­theń­czyk w cią­ży, tyl­ko z więk­szy­mi pier­sia­mi. Czy bar­dzo się róż­nią od pań­skiej płci w swo­im za­cho­wa­niu i my­śle­niu? Czy są jak od­ręb­ny ga­tu­nek? 
- Nie. Tak. Nie, oczy­wi­ście nie, nie tak na­praw­dę. Ale róż­ni­ca jest bar­dzo waż­na. Chy­ba naj­waż­niej­szą rze­czą, naj­bar­dziej zna­czą­cym czyn­ni­kiem w ży­ciu czło­wie­ka jest to, czy ro­dzi się męż­czy­zną, czy ko­bie­tą. W więk­szo­ści spo­łe­czeństw de­cy­du­je to o ocze­ki­wa­niach, za­ję­ciach, po­glą­dach, ety­ce, ma­nie­rach, pra­wie o wszyst­kim. O słow­nic­twie. Zna­cze­niu słów. Ubra­niu. Na­wet je­dze­niu. Ko­bie­ty... ko­bie­ty zwy­kle ja­da­ją mniej... Ogrom­nie trud­no jest od­dzie­lić róż­ni­ce wro­dzo­ne od na­by­tych. Na­wet tam, gdzie ko­bie­ty na rów­ni z męż­czy­zna­mi uczest­ni­czą w ży­ciu spo­łecz­nym, to one ro­dzą dzie­ci i wy­ko­nu­ją więk­szość prac zwią­za­nych z ich wy­cho­wa­niem... 
- Rów­ność nie jest więc ge­ne­ral­ną za­sa­dą? Czy ko­bie­ty umy­sło­wo ustę­pu­ją męż­czy­znom? 
- Nie wiem. Rzad­ko wy­da­ją spo­śród sie­bie ma­te­ma­ty­ków, kom­po­zy­to­rów mu­zy­ki, wy­na­laz­ców albo abstrak­cyj­nych my­śli­cieli. Ale to nie zna­czy, że są głup­sze. Fi­zycz­nie są mniej umię­śnio­ne, ale nie­co bar­dziej wy­trzy­ma­łe niż męż­czyź­ni. Psy­chicz­nie... 
Przez dłu­gą chwi­lę wpa­try­wał się w roz­pa­lo­ny pie­cyk, aż wresz­cie po­trzą­snął gło­wą. 
- Harth - po­wie­dział - nie umiem po­wie­dzieć panu, ja­kie są ko­bie­ty. Ni­g­dy nie my­śla­łem o tym zbyt wie­le w ka­te­go­riach abs­trak­cyj­nych, wie pan, i - na Boga! te­raz już wła­ści­wie za­po­mnia­łem. Je­stem tu­taj od dwóch lat... Pan tego nie ro­zu­mie. W pew­nym sen­sie ko­bie­ty są dla mnie bar­dziej obce niż pan. Z pa­nem łą­czy mnie przy­naj­mniej jed­na wspól­na płeć. - Od­wró­cił wzrok i ro­ze­śmiał się za­że­no­wa­ny i skru­szo­ny. Ja też mia­łem sprzecz­ne uczu­cia i nie kon­ty­nu­owa­li­śmy te­ma­tu.

o strachu:

“Ogień i strach to do­brzy słu­dzy, ale źli pa­no­wie”. U nie­go strach jest słu­gą. Ja po­zwo­lił­bym, żeby strach pro­wa­dził mnie dłuż­szą dro­gą. Od­wa­ga i ro­zum są po jego stro­nie. Co może dać szu­ka­nie bez­piecz­nej dro­gi w ta­kiej wy­pra­wie jak na­sza? Są dro­gi głu­pie, któ­ry­mi nie pój­dę, ale bez­piecz­nych nie ma.

o tym czego słucha wichura:

Szli­śmy na wschód przez czte­ry dni ro­biąc czte­ry naj­dłuż­sze prze­mar­sze, od dwu­dzie­stu pię­ciu do trzy­dzie­stu ki­lo­me­trów, i wte­dy bezwietrz­na mroź­na po­go­da pę­kła i roz­sy­pa­ła się, zmie­nia­jąc się w za­wi­chro­wa­nia drob­nych śnie­ży­nek przed nami, z tyłu, z bo­ków, w oczach. W ga­sną­cym świe­tle dnia za­czy­na­ła się bu­rza śnież­na. Le­że­li­śmy w namio­cie przez trzy dni, a za­wie­ja wrzesz­cza­ła na nas trzy­dnio­wym, bez­słow­nym, peł­nym nie­na­wi­ści ry­kiem z płuc, któ­re nie mu­szą na­bie­rać po­wie­trza. “Do­pro­wa­dzi mnie do tego, że ja też za­cznę na nią wrzesz­czeć” - prze­ka­za­łem Es­tra­ve­no­wi w my­ślo­mowie, na co on z cha­rak­te­ry­stycz­ną, peł­ną wa­ha­nia sztyw­no­ścią od­po­wie­dział: “Nie war­to. Nie bę­dzie słuchać”.

O autorze

Autor nie ma nic do powiedzenia o sobie...