Poczucie kresu - Julian Barnes

2024-05-06 - Czas czytania: 3 minut

Do pewnego momentu wydawało mi się, że wśród literackich nagród Booker daje sporą nadzieję na dobrą literaturę. Dobrą, czyli taką, która łączy dobrą formę z ciekawą historią pozostawiając czytelnika z satysfakcją dotknięcia nowych aspektów rzeczywistości.

Poczucie kresu zawodzi. Dwa czy trzy suspensy to trochę za mało. Poprawnie od strony formy napisania opowieść nie zachwyca jednak ani konstrukcją, ani tematem. No przemijamy. Każdego to zaskakuje. Lepimy z okruchów wspomnień pajęczynę życia, ale i tak skazani jesteśmy od urodzenia. Zaś to co pamiętamy wcale nie odzwierciedla rzeczywistości, bo ta jest zupełnie inna niż nam się wydaje. No bardzo to ciekawe i odkrywcze. Super.

Czy niezbędne do tej konstatacji są powracające obrazy masturbacji, seksualnych szyderstw, zwodzeń i rozczarowań? Ja rozumiem, że bez seksu nie ma szans na sprzedaż, ale też że jest to ważny aspekt życia i osobowości, jednak u Barnsa proporcje zdecydowanie zbyt blisko są efektom skakania po telewizyjnych kanałach. Kilka dobrych momentów nie wynagradza towarzyszącego lekturze poczucia traconego czasu. 


o włosach:

– Straciłeś włosy – zauważyła.
– Zdarza się. Dowodzi to przynajmniej, że nie jestem alkoholikiem.
– Nie powiedziałam, że nim jesteś. Usiądźmy na jednej z tych ławek. [...] Dlaczego ludzie uważają cię za alkoholika?
– Nie uważają.
– Więc dlaczego z tym wyskoczyłeś?
– Nie wyskoczyłem. Powiedziałaś, że straciłem włosy. Jest faktem, że jeśli ktoś dużo pije, to jakiś składnik alkoholu zapobiega wypadaniu włosów.
– To prawda?
– No cóż, jesteś w stanie wyobrazić sobie łysego alkoholika?
– Mam lepsze rzeczy do roboty.


o zapominaniu:

Kiedy zaczyna się zapominać pewne rzeczy – nie chodzi mi o alzheimera, jedynie o przewidywalną konsekwencję wieku – można zareagować różnie. Można usiąść i próbować zmusić pamięć, by zdradziła wreszcie imię tego znajomego, nazwę kwiatu, stacji kolejowej, tożsamość astronauty... albo przyznać się do porażki i podjąć praktyczne kroki, uciekając się do książek źródłowych i Internetu. Albo można sobie odpuścić – zapomnieć o pamiętaniu – i wtedy, czasem, przekonać się, że zawieruszony fakt ujawnia się na powierzchni godzinę czy dzień później, często w trakcie tych długich bezsennych nocy, które narzuca człowiekowi wiek. No cóż, wszyscy się o tym przekonujemy – ci z nas, którzy zapominają.

O autorze

Autor nie ma nic do powiedzenia o sobie...